Archiwum dla luty 18th, 2008

18
lut
08

Student płaci- student wymaga

Tak, tak studenci wymagają. A to, żeby była dobra lokalizacja, a to dobre warunki samego mieszkania, do tego dochodzi miejsce parkingowe ( najlepiej za free), recepcja ( 24h), lodówka, pralka, TV SAT, Obsługa serwisowa  ( oczywiście 24h).
Nie daj Boże wspomnieć o podwyżce!
Na portalach internetowych aż roi się od narzekań, pretensji i obelg pod adresem wynajmujących mieszkania.
Nie przeczę, w dzisiejszym świecie pełno jest oszustów, naciągaczy, którzy wynajmują, kasę ściągają, a potem wyrzucają na bruk ( często z byle powodu).

Niegdyś też byłam studentką, sama wynajmowałam mieszkania.Jednak dziś będę bronić tych, którzy te mieszkania wynajmują, a przynajmniej tej nielicznej części z nich, która oddaje te mieszkania w sposób uczciwy. A co najmniej chce w ten sposób do tego podchodzić.
Otóż, z moich obserwacji wynika, że bezpardonowe działania wielu z nich są wynikiem jedynie nabytego doświadczenia w najemcami, którzy stają się ( niestety) coraz trudniejsi.
Tak, nazwałam lokatorów trudnymi, tylko z tej uwagi, że często ich zachowanie to zwykła bezczelność, prostactwo, ignorancja. Często towarzyszy temu brak komunikacji, brak ogłady. Oczywiście nie oceniam lokatorów przez pryzmat kultury osobistej- to pozostawiam rodzicom, opiekunom, lecz jedynie pod kontem relacji: Wynajmujący- Najemca. W takiej relacji nieunikniony jest kontakt: słowny, pisemny, itp.
Pytam : jeśli nie ma odbiorcy komunikatów  nadawanych przez Wynajmującego ( on do czasu myśli, że lokator rozumie go), to co w takiej sytuacji Wynajmujący ma zrobić?

Nie dziwię się Wynajmującym, że są opryskliwi, organizują castingi (mają nadzieję, że znajdą odpowiedniego lokatora, z którym można się dogadać), twardą ręką sprawują kontrolę nad mieszkaniem.

Co ma zrobić Wynajmujący, gdy lokator:
1.czyta umowę, a po miesiącu przychodzi i pyta o to samo?
2.czyta regulamin budynku w którym mieszka, a ponad połowę nie pamięta po miesiącu?
3.Ma wyznaczone dyżury obecności Wynajmującego w budynku, a przychodzi przez 7 dni w tygodniu?
4.Pozostawia otwarte woreczki ze śmieciuszkami koło kosza, gdy pojemnik pusty ( wyobraźcie sobie co się dzieje, gdy silnie wieje wiatr!)?
5.Gdy dopomina się naprawy grzejnika, który sam zepsuł, kolega “reperował” a za godzinę konserwatora ( prawie 20 zł) trudno mu kieszeń otworzyć?
6.Niszczy po raz drugi kabinę prysznicową ( cena 500 zł. klasa średnia), podczas gdy kaucja zwrotna wynosi zaledwie 600 zł.?
7.Tonie w kurzu, pajęczynach, ciuchach, śmieciach ( a w umowie zapisane było dbanie) a Wynajmujący przedziera się przez nie do wodomierza?

Nie dziwię się Wynajmującemu, że wyrzuca lokatorów, wypowiada im umowy.

Co ma zrobić Wynajmujący, który wynajmuje w dużym mieście ( ośrodku studenckim) mieszkanie 1 pokojowe  w przedziale cenowym 700-1200 zł., gdzie remont podstawowy mieszkania po opuszczeniu przez lokatora to rząd kwot 1500-3000 zł. Oczywiście studenci niszczą również inne rzeczy. Do najpopularniejszych należą: okna, telewizory, lodówki, kuchenki, pralki, wspomniane wcześniej kabiny prysznicowe czy grzejniki elektryczne. Najczęściej zniszczeniu ulegają meble.  W/w nie kosztują mało.
Nie oszukujmy się taki remont właściciele muszą wykonać raz w roku.
Nie wspominam o zaniedbanych instalacjach : wod.i kan., bo po co plastikowe sztućce wyrzucić do kosza, prawda?

Nie dziwię się Wynajmującym, że wyposażają mieszkania w podstawowe sprzęty, często używane. One ulegną zniszczeniu.

Można byłoby zatem spekulować czy właściciele nie mogliby wynajmować swoich mieszkań taniej. Niestety mieszkanie również jest towarem. Na cenę wynajmu mieszkania wpływają : inflacja, koszty pracy: budowlańców, sprzątających, zarządców; materiały budowlane, środki konserwacji i czystości, podatki.

Nie dziwię się, że tak drogo.

Dla wszystkich chętnych cennik prac budowlanych

Miłej lektury:

http://www.brygada102.pl/cennik.html

Dziwicie się???

18
lut
08

Pablo Picasso

dora_maar.jpg

“Piękne kobiety wierzą w swoją inteligencję; kobiety inteligentne nie wierzą w swoją urodę.”

Pablo Picasso

18
lut
08

Nieporadni studenci c.d

Niestety nie mogę znaleźć argumentu, który świadczyłby o dojrzałości i życiowym przygotowaniu studentów. Niestety!

Czytając różne fora dyskusyjne, artykuły dotyczące młodego pokolenia ( w tym studentów), napotykam sie bardzo często na smutne refleksje na temat jego bierności, niezaangażowania, braku umiejętności odnalezienia się w nowej sytuacji.
Wszystko zaczyna się od wyboru kierunku i samego rozpoczęcia nauki na danej uczelni wyższej. I tutaj zaobserwować można bardzo wyraźnie jak, kto sobie radzi. I nie dziwi fakt, że na egzamin wstępny młody adept przychodzi ( przyjeżdża) w asyście całej rodziny, a przynajmniej rodziców. Jakiś czas później to właśnie rodzice sprawdzają wyniki naboru , oni świętują pozytywnie przebytą rekrutację. Rodzice sprawdzają terminy rozpoczęcia się zajęć, interesują się grafikiem wykładów (czy dziecko będzie miało czas zjeść np. itp.).
Czas wynająć stancję. To rodzice wykonują telefony do wynajmujących, dokonują oględzin mieszkania, pokoju. Oni negocjują warunki najmu, wysokość czynszu- wszak oni za to płacić będą. To oni wynajmują mieszkanie! Student będzie tylko mieszkał. Potem wprowadzka do nowego domu: bus wyładowany wodą mieneralną, puszkami ( nie piwa!), słoików, mrożonkami i papierem toaletowym. Potem łzy, rozstanie i rozmowa telefoniczna codzień.
Tak mija pierwszy, drugi rok.
Student uczy się pilnie, uczęszcza na zającia ( prawie każde). Uczelnia to pierwsze miejsce, gdzie student może się wykazać. Jednak jakoś opornie mu to idzie. Zamiast aktywności woli rościć swoje prawa  wobec władz, wykładowców, itp. Nie uczy się, natomiast pilnie uczy się ściągać i oszukiwać na egzaminach. Wtedy wychodzi również prawdziwa inteligencja  naszych wspaniałych geniuszy. Zresztą po co komu inteligencja? Wszak pieniądze i “pozytywne radzenie sobie” wystarczą…
Konto bankowe otwarte. Musiał zapłacić czynsz i media, bo rodzice kontrolują. Brak funduszy na zakrapianą imprezkę. Wtedy nawet dwie lewe ręce nie przeszkadzją. Zarobił, odpowiednio ulokował.
Pod koniec studiów rodzice nieśmiało wspominają o jakieś dodatkowej pracy, może w wakacje?! Niestety student wtedy tłumaczy, że pracy ogólnie nie ma dla takich jak on. Student jest ambitny i chce pracę dostosowaną do jego oczekiwań. Wysłał CV pod setki adresów, dał nawet ogłoszenie o pracę. Nikt się odezwał. Albo się odezwał , ale takie marne grosze zaproponował. Szkoda czasu.
I siedzi nieporadne studenciątko dalej na garnuszku rodziców, dziadków. Niedługo skończy studia. Cała rodzina jest dumna. Mamy dziecko magistra, licencjata!
Tak to prawda, co rusz to magister… Tyle, że nie każdy jest magistrem.